czwartek, 25 września 2014

"Wesele" w Pobiedziskach, czyli Geniusia na wakacjach


Ten post, z racji tytułu książki, miał się ukazać jutro, ale w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, abym wrzuciła go już dzisiaj życząc Wam udanego, ostatniego wrześniowego, piątku :-)

Z czym kojarzy Wam się piątek? Z końcem roboczego tygodnia i jednocześnie początkiem weekendu? Z zapowiedzią wolnych dni, które po nim następują? A może z postnym obiadem? Może z pechem (wszak "piątek trzynastego" jest dniem pechowym już od początku wieku czternastego, kiedy to na słynny Zakon Templariuszy spadła klęska wywołana przez króla Francji Filipa IV Pięknego)? A może jeszcze z czymś innym? Mnie osobiście kojarzy się z wszystkim, co wymieniłam powyżej, ale nie tylko.
Otóż piątek kojarzy mi się również z tytułem jednej z ulubionych książek Małgorzaty Musierowicz:









Główną bohaterką "Dziecka piątku" jest znana nam bardzo dobrze z "Opium w rosole" Aurelia vel Geniusia. Nieco starsza, niż wtedy, kiedy pukała do mieszkań przypadkowych osób (chociaż chyba nie do końca przypadkowych, lecz tych wskazanych jej przez przewidujący los) i zapraszała się na obiadki. Aurelia jest już uczennicą liceum. Tego samego, w którym kiedyś uczyła jej matka - Ewa Jedwabińska. Spotykamy Aurelię ponownie, kiedy kończy klasę pierwszą. W tym właśnie dniu, dniu zakończenia roku szkolnego i rozdania świadectw, w jej życie wkracza z przytupem, rozmachem i klasą artysty również dobrze nam znany wcześniej Kozio, czyli Konrad Bitner, młodzieniec tyleż oryginalny, co nietuzinkowy, barwny i energiczny.

Tych dwoje bohaterów dzięki dziwnemu splotowi wydarzeń znajdzie się pewnego letniego dnia w Pobiedziskach, małym miasteczku, w którym mieszka babcia Aurelii. I w Pobiedziskach właśnie będą miały miejsce zdarzenia, które zmienią życie obojga bohaterów, ale przecież nie tylko ich. Bowiem spotkanie Kozia z Aurelią zaowocuje w przyszłości innymi, jakże ważnymi spotkaniami ...

Znamiennym dla treści książki jest zdanie: "Najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku". Tutaj ten krok musi zrobić właśnie Geniusia. A potem dołaczą do niej inni.

"Dziecko piątku" jest jedną z najcieplejszych klimatem części Jeżycjady. I jednocześnie jedną z najbogatszych w życiową mądrość. Znajdziemy tutaj przecież sporo ważnych tematów, takich jak: pierwsze zauroczenie (Kozia Aurelią), przyjaźń, damsko-męska (wiem, wiem, znajdzie się tu pewnie sporo osób, które w nią nie wierzą :-)), trudne relacje ojca z córką, samotność (pan Bronek), czy wreszcie jakże radosne sceny w rodzinie Borejków między Gabrysią a Grzegorzem, którzy w tej właśnie części dowiadują się, że wkrótce zostaną rodzicami.

Jak zawsze u Musierowicz, na scenę wkraczają, obok znanych i lubianych postaci, osoby nowe i jakże charakterystyczne (babcia Aurelii, pan Bronek), a czasem nawet karykaturalne (Arturek-Gburek). Wszystkie nowe postaci wnoszą sporo świeżości do fabuły książki i są doskonałym urozmaiceniem dla charakterów dobrze już nam znanych.
Scena rzeźbienia przez Konrada główki Aurelii przedstawiona jest po mistrzowsku, z właściwą Małgorzacie Musierowicz klasą i wrażliwością, a fragmenty z udziałem uroczych córeczek Gabrysi, Pyzy i Tygryska - genialne.

"Dziecko piątku" to jedna z lepszych części Jeżycjady. Cenię ją szczególnie za przeniesienie akcji na prowincję i za prostą mądrość życiową, którą tak pięknie i skromnie reprezentuje babcia Jedwabińska. I oczywiście za jeden z najlepszych duetów serii, Konrada i Aurelię, czyli parę głównych bohaterów.

Jakie pytanie nurtowało Pyzę i Tygryska tak bardzo, że zadawały je przechodniom?
Kto i dlaczego nazwał Aurelię "dzieckiem piątku"?
Jaki był odzew mieszkańców Pobiedzisk na wystawienie "Wesela" przez Kozia?
Czy ojciec Aurelii wyjdzie ze swojej ochronnej skorupy i zrozumie, co jest najważniejsze?
I wreszcie, czym wzruszy się pan Broneczek, nowy przyjaciel córeczek Gabrysi?

Lektura "Dziecka piątku" odpowie na te wszystkie pytania.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza